Nie mam teraz czasu dla ciebie
    Nie widziała cię długo matka
    Jeszcze trochę poczekaj, dorośnij
    Opowiemy ci o tych wypadkach
    O tych dniach pełnych nadziei
    Pełnych rozmów i sporów gorących
    O? tych nocach kiepsko przespanych
    Naszych sercach mocno bijących
    O tych ludziach, którzy poczuli
    Że są teraz właśnie u siebie
    Solidarnie walczą o dzisiaj
    I o jutro także dla ciebie

    Więc się nie smuć i czekaj cierpliwie
    Aż powrócisz w nasze objęcia
    W naszym domu, który nie istniał
    Bo w nim brak było prawdziwego szczęścia?


    zbyt stary żeby nosić broń i walczyć jak inni -
    wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza
    zapisuję - nie wiadomo dla kogo - dzieje oblężenia

    mam być ścisły ale nie wiem kiedy zaczął się najazd
    przed dwustu laty w grudniu wrześniu może wczoraj o świcie
    wszyscy chorują tutaj na zanik poczucia czasu

    pozostało nam tylko miejsce przywiązanie do miejsca
    jeszcze dzierżymy ruiny świątyń widma ogrodów i domów
    jeśli stracimy ruiny nie pozostanie nic!

    piszę tak jak potrafię w rytmie nieskończonych tygodni
    poniedziałek: magazyny puste jednostką obiegową stał się jeden szczur
    wtorek: burmistrz zamordowany przez niewiadomych sprawców
    środa: rozmowy o zawieszeniu broni nieprzyjaciel internował posłów
    nie znamy ich miejsca pobytu czytaj miejsca kaźni
    czwartek: po burzliwym zebraniu odrzucono
    większością głosów wniosek kupców
    korzennych o bezwarunkowej kapitulacji
    piątek: początek dżumy sobota: popełnił samobójstwo N.N.
    niezłomny obrońca niedziela:
    nie ma wody odparliśmy szturm przy bramie wschodniej
    zwanej Bramą Przymierza

    wiem monotonne to wszystko nikogo nie zdoła poruszyć

    unikam komentarzy emocje trzymam w karbach piszę o faktach

    podobno tylko one cenione są na obcych rynkach
    ale z niejaką dumą pragnę donieść światu
    że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci
    nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie
    na jawie i we śnie marzą o zupie chlebie i kości
    zupełnie jak psy i koty

    wieczorem lubię wędrować po rubieżach Miasta
    wzdłuż granic naszej niepewnej wolności
    patrzę z góry na mrowie wojsk ich światła
    słucham hałasu bębnów barbarzyńskich wrzasków

    doprawdy niepojęte że Miasto jeszcze się broni
    oblężenie trwa długo wrogowie muszą się zmieniać
    nic ich nie łączy poza pragnieniem naszej zagłady
    gdy jedne hordy odchodzą zjawiają się natychmiast inne
    Goci Tatarzy Szwedzi hufce Cesarza pułki Przemienienia Pańskiego

    kto ich policzy

    kolory sztandarów zmieniają się jak las na horyzoncie
    od delikatnej ptasiej żółci na wiosnę
    przez zieleń czerwień do zimowej czerni
    tedy wieczorem uwolniony od faktów mogę pomyśleć
    o sprawach dawnych dalekich na przykład
    o naszych sprzymierzeńcach za morzem
    wiem współczują szczerze ślą mąkę worki otuchy tłuszcz i dobre rady
    nie wiedzą nawet że nas zdradzili ich ojcowie
    nasi byli alianci z czasów drugiej Apokalipsy
    synowie są bez winy zasługują na wdzięczność więc jesteśmy wdzięczni
    nie przeżyli długiego jak wieczność oblężenia
    ci których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni
    obrońcy Dalajlamy Kurdowie afgańscy górale

    teraz kiedy piszę te słowa zwolennicy ugody zdobyli
    pewną przewagę nad stronnictwem niezłomnych
    zwykłe wahania nastrojów losy jeszcze się ważą

    cmentarze rosną maleje liczba obrońców
    ale obrona trwa i będzie trwała do końca
    i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
    on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
    on będzie Miasto
    on będzie Miasto

    patrzymy w twarz głodu twarz strachu twarz śmierci
    najgorszą ze wszystkich twarz zdrady

    i tylko sny nasze nie zostały upokorzone
    i tylko sny nasze nie zostały upokorzone
    i tylko sny nasze nie zostały upokorzone


odsylacz

© sister